Innowacyjny klimat

Właśnie wróciłem z odbywającego się w USA polsko – amerykańskiego tygodnia innowacji, a już siadam do bloga.

Jest to nawiasem mówiąc mój pierwszy tekst blogowy, więc trochę czuję się niepewnie. Witam więc wszystkich moich pierwszych czytelników… chyba że nikt nie przeczyta, wtedy piszę dla siebie.


Tak więc, pierwsze w historii posiedzenie Polsko Amerykańskiej Rady ds. Innowacyjności odbyło się w ubiegłym tygodniu w Los Angeles. Wydarzeniu temu towarzyszył również pierwszy polsko- amerykański tydzień innowacyjności, który odbywał się w większości na uniwersytetach Berkeley i Stanford, czyli w samym sercu legendarnej Doliny Krzemowej. Uczestnicy, w tym i ja, mieli możliwość nie tylko zaprezentowania swoich firm lecz także spotkania amerykańskich partnerów biznesowych. Mogliśmy też zwiedzać najważniejsze firmy Silicon Valley, których nazw nie będę wymieniał, aby od razu nie podpaść za kryptoreklamę ale powiem tylko, że były tam np. firma na G, taka co to dzięki niej wszystko można wyszukać w necie, na B, co to robi samoloty, na A, co to każdy zna… itd. Krótko mówiąc cały alfabet innowacyjności w naszym zasięgu.

Byłem tam po raz pierwszy, więc być może również dlatego, wrażenia jakie odniosłem są ogromne. Zwłaszcza na Stanford i pobliskim Palo Alto, gdzie powstały tysiące innowacyjnych firm, atmosferę przedsiębiorczości i innowacyjności po prostu czuje się w powietrzu. Przesiąknięty tym klimatem innowacyjności myślałem o dwóch sprawach.

Po pierwsze odczułem autentyczny podziw dla polskich uczestników imprezy; młodych naukowców z grupy TOP500 innovators oraz założycieli i menagerów innowacyjnych firm. Taka młodzież, bo w większości to osoby „grubo” przed czterdziestką, a nawet przed trzydziestką, to ludzie, którzy dają poczucie, że w Polsce dzieje się dużo dobrego w innowacjach. Że nasz legendarny polski duch przedsiębiorczości znajduje dzisiaj ujście w przedsięwzięciach ambitnych, skomplikowanych technologicznie, wymagających wiedzy, wyobraźni i kreatywności. Bez żadnych kompleksów prezentowali swoje firmy, pomysły i dokonania, czasem szukając inwestorów, czasem rynku, a czasem współpracy. Serce rośnie, i chciałoby się tylko aby takich ludzi i firm było w naszym kraju jak najwięcej.

Druga sprawa to pytanie, które nurtuje mnie od lat (a zwłaszcza od kiedy jako Vce Minister gospodarki 10 lat temu opracowywałem ze swoim zespołem pierwszą ustawę o wspieraniu innowacyjności). Pytanie to brzmi: w jaki sposób zwiększyć innowacyjność, a poprzez to konkurencyjność całej polskiej gospodarki, tak aby firm tak innowacyjnych, jak te amerykańskie w Dolinie Krzemowej, i te polskie które właśnie tą dolinę odwiedzały, było jak najwięcej? Wizyta w Stanford i Palo Alto utwierdziła mnie w przekonaniu, że podstawą jest budowanie bliskich relacji businessu i nauki.

W otoczeniu Uniwersytetu Stanford działa kilka tysięcy firm, zatrudniających absolwentów, naukowców i utrzymujących stały kontakt z uczelnią. Uczelnia jest niezwykle otwarta na wszelkie relacje biznesowe ale też przedsiębiorcy, mają świadomość wagi nauki dla „zarabiania pieniędzy” o czym dobitnie świadczą liczne dotacje firm i osób prywatnych na Uniwersytet, udokumentowane tablicami w stylu: „budynek tego kolegium powstał dzięki donacji rodziny H lub rodziny P” (połączenie obu liter w nazwę firmy nieprzypadkowe). Powstała więc prawdziwa symbioza oparta na kontakcie, trwałej relacji, wzajemnym szacunku, a na koniec współpracy. Jak daleko ciągle jesteśmy od tego w Polsce, niech każdy odpowie sobie sam.

Jak szybko możemy to zmienić pewnie rozstrzygną tacy ludzie jacy reprezentowali Polskę na Polsko Amerykańskim Tygodniu Innowacji. Miejmy nadzieję już niedługo.
Trwa ładowanie komentarzy...